
Kumpela z pracy rzuciła mnie w twarz: niezły shit wybrałeś sobie na come back. Nie masz na co do kina chodzić czy jak? Oj tam, oj tam :P
Zabierając się za Przygody Tintina miałem nadzieję, żę Spielberg (reżyser niżej opisanego filmu) odrobił lekcje po ostatnim niewypale Indym 4, przemyślał sprawę i powrócił do kina przygody, aby pokazać, że dalej jest gość. Mamy więc do czynienia z zupełnie nową historią, w której Spielberg podstarzałego archeologa wymienił na młodego podróżnika, wszystko zamknął w nowoczesnym, animowanym pudełku i rzucił na pożarcie widzom głodnym prawdziwych przygód.
Niestety, mam wrażenie, że Spielberg stoi w miejscu. Jest doskonały w swoim fachu, to nie ulega wątpliwości, ale jakby zatrzymał się w czasie. Niczym nie zaskakuje, powiela samego siebie i chyba tylko najwięksi fani dalej potrafią czerpać z tego taką rozrywkę jak 20 lat temu. Przygody Tintina, pomijając fakt, że to animacja (aczkolwiek bardzo „filmowa” animacja), to film, który spokojnie mógłby być kolejną częścią Indiany Jonsa, a tak naprawdę drugą częścią nowej , nigdy nie powstałej trylogii (bo z trylogią sprzed lat to jak dla mnie ani nowy Indy, ani Tintin za wiele wspólnego nie mają). Spielberg nie nakręcił niczego nowego bowiem młody czy stary, animowany czy też nie – Tintin to tak samo bezbarwna, nudna postać, której nie idzie bez problemu polubić (do tego zdecydowanie za dużo do siebie gada..), okraszona poczuciem humoru dla pięciolatków i rzucona w wir niewiarygodnej, acz zupełnie nieatrakcyjnej (schematycznej) przygody zwieńczonej kiepskim finałem. Myślę, że każdy kto widział Indianę 4 (nie sposób nie porównywać obu filmów) i weźmie się za Przygody Tintina od razu dozna istnego Dejavu. Mi czwarta część Indiany średnio się podobała i dokładnie tak samo jest z Tintinem. Spielberg wyraźnie wyrósł z „temtego” kina przygodowego, a nowe przygody, mające bądź co bądź swoje momenty na pobudkę, odbieram jako widowiskową nudę.
Na plus niewątpliwie zaliczam oprawę audio, a przede wszystkim wizualną stronę filmu. Animacja, do czego jesteśmy już przyzwyczajeni, dosłownie powala, ale w przypadku Tintina można mówić o prawdziwym rozmachu. Spielberg przyzwyczaił nas do długich ujęć, do dryfującej kamery, ale dopiero w Tintinie mógł sobie pozwolić na fantastyczne ujęcia i niczym nie skrępowany, genialny montaż nie osiągalny w tradycyjnych filmach fabularnych. Oj jest, naprawdę jest na co popatrzeć.
Film broni się, jeżeli miałbym oceniać go z perspektywy bardzo młodego widza, który przyzwyczajony już do animowanych filmów od DreamWorks i Pixara, w produkcji Spielberga poczuje powiew świeżej przygody. Niestety, ja już taki młody nie jestem (z czym trudno mi się pogodzić) i do mnie ta historia, ten humor, ci bohaterowie zupełnie nie przemawiają. Obejrzałem przygodę, ale niestety nie przeżywałem jej (jakkolwiek dziwnie to brzmi). I tak jak nie mam problemu wysokimi ocenami dla filmów totalnie bez sensu, w których nie gra nic poza efektami i akcją tak Przygody Tintina nawet na tym polu nie niwelują mojego rozczarowania. Czegoś ewidentnie w tym filmie zabrakło.
::::::::::::::::: 5+/10 :::::::::::::::::
P.S. Pozdro dla kumpeli. Zapewne teraz myśli, że mnie zdrowo poje*bało skoro Spielberga oceniam niżej niż jakiegoś durnego McG. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie :P

